Archiwa tagu: DIY

Moje DIY: bransoletka

Cześć! No to w końcu mam się czym pochwalić. Zrobiłam sobie bransoletkę. Nie za dużą, nie za małą, elegancką i w sam raz. ;) (Zrobiłam też dwa naszyjniki, ale to innym razem.) Jestem bardzo zadowolona z mojego dziecka, trochę sobie już noszę i jeszcze się nie rozpadło ;) Śmiać mi się chce z siebie samej, bo gdy składałam pierwsze zamówienie na allegro na półprodukty zupełnie inne projekty miałam w głowie, porównując do tego, co powstało. Teraz już przynajmniej pierwsze koty za płoty; lepiej się orientuję ile czego, jakiego materiału użyć i co kupić następnym razem. Wciągnęłam się, nie powiem. ;)

Materiały na bransoletkę kosztowały mnie około 4zł. Ciekawe ile za taką musiałabym zapłacić w sklepie. :roll:

Podoba się Wam?

Brokatowe nabytki do zdobienia paznokci

Wybrałam się wczoraj na drobne zakupy i kupiłam trochę ślicznych brokatów i rozkosznych ozdóbek do paznokci.Muszę się Wam pochwalić :) Szkoda tylko, że moje paznokcie się popsuły i musiałam je obciąć do zera. Za to mogłam się nieco powyżywać na mamie, której spodobały się paznokcie z czarnym podkładem i różowym brokatem (ona wolała wersję czarno-czerwoną) z mojej notki o manicure’owych inspiracjach.

 

Tak jak obiecałam, tak zrobiłam – kupiłam bezbarwny lakier, zmieszałam z połową fiolki z czerwonym brokatem i tak oto powstał mój pierwszy brokatowy lakier. :) Byłoby ich więcej, ale niestety w drogerii znalazłam tylko dwa bezbarwne, a jeden musiałam mieć czysty do zamalowania gotowego maniucure u mamy.

 

Odwiedziłam też chiński market i to w całych zakupach było najwspanialsze. Mnóstwo, ale to mnóstwo przeróżnych brokatów i ozdób po 1-2zł za opakowanie. Musiałam się skusić… ;) Przy okazji udało mi się upolować zestaw do pedicure’u – gąbeczkę, patyczek do skórek, patyczek kosmetyczny i kilka małych fioleczek z różnymi ozdobami za całe 5 zł. :)

A na koniec ja i mój lakier z Rossmana:

Koszula z burdy i klasyczna spódniczka

Niedawno zakupiłam pierwsze wydanie Burdy – Szkoły szycia. Znajduje się tam kilkanaście prostych modeli, które każdy początkujący powinien dać radę uszyć. W tym numerze szczególnie spodobała mi się biała koszula, więc niedługo potem wybrałam się do sklepu z materiałami, zakupiłam atłas i oto jest. :) Miała być dla mnie, ale wyszła za duża, więc cieszy się z niej moja mama… ;)

Trochę zmodyfikowałam wykrój, ponieważ nie podobała mi się aż taka różnica między przodem a tyłem, więc zmniejszyłam ją do 5 cm i zaokrągliłam rogi dołu.

Uszyłam także czarną spódniczkę, która trzyma się na mnie za sprawą szerokiej gumki. Wykorzystałam starą koszulę mamy, która była odcięta pod biustem – ta część posłużyła mi jako wierzchnia warstwa, a podszewkę wzięłam z nieużywanej od lat spódnicy mamy.

Jak się Wam podoba?

Rozjaśniłam włosy!

Pomyślałam sobie ostatnio, że muszę w końcu coś zrobić z moimi włosami. Po długich namysłach postanowiłam je rozjaśnić (rozważałam zmianę na brąz), a następnie zacząć o nie lepiej dbać i stać się wlosomaniaczką :D

Na początek wybrałam się do Rossmana w celu zakupu odpowiedniego rozjaśniacza. Wybrałam produkt firmy Delia Cosmetics z serii Cameleon. Koszt jednego opakowania to 4,99zł. Ja kupiłam dwa, ze względu na długość moich włosów. Nakładałam sobie sama w domu (zajęło mi to 13 min). Pudełeczko zawierało dwie saszetki i jedną tubkę. Niestety nie zawierało rekawiczek, ale obeszłam się bez nich.

Z rozjasniaczami wcześniej do czynienia miałam dwa razy w życiu i pamiętałam, że po nałożeniu robił z moimi włosami taki dramat, że do zmycia nie mogłam włosów w ogóle ruszyć, jakby był na nich zaschnięty klej. Tu spotkało mnie miłe rozczarowanie, bo miał on przez całe farbowanie miłą konsystencję kremu, dzięki czemu mogłam dwa razy zrobić masaż głowy, co by wszystko na pewno dobrze się rozprowadziło.
Efekt piorunujący nie był, ale dość zadowalający. Włosy nie rozjasniły się tak znacznie, za to pozbyłam się miedzianej poświaty, co cieszyło najbardziej. Niestety nie zrobiłam zdjęcia przed za dnia, a różnica w świetle lazienkowym jest ledwo widoczna.

Przed/po:

Po:

Podsumowując, niewielkim kosztem delikatnie rozjasnilam włosy preparatem o miłej konsystencji. Teraz powinnam zrobić kosmetyczne cięcie i nawilżać, chuchać, dmuchać. ;) Na pewno będę bawiła się w maseczki i odżywki domowej produkcji. Ciekawa jestem ich rzeczywistej skuteczności. Wszystko będę tu opisywała, więc serdecznie zapraszam! :)

Materiałowa torba – bardzo eko recykling

Babcia przyniosła mi ostatnio lnianą zasłonę i kazała ją pociąć, bo nigdzie jej już nie pasowała. Ale materiał nawet mi się spodobał i postanowiłam, że muszę coś z niego uszyć. Jako że ubrania z lnu są dosyć toporne w konserwacji wymyśliłam sobie, żeby zrobić z niej torbę. Taką zwykłą, prostą, na zakupy czy ot tak na ciepłe dni. Do jej plusów zaliczam to, że wielokrotnie mogę ją zabrać na zakupy, w związku z czym mogę być eko, co ostatnio jest bardzo modne ;) Poza tym nic nie cieszy tak, jak własny wyrób!

Poniżej zamieszczę opis jej wykonania, może komuś się kiedyś przyda i będzie inspirować.

Zaczęłam od złożenia materiału na pół. Zaznaczyłam na nim kształt przodu i tyłu torby i wycięłam. Zasłona ta składała się z dwóch części, jakby wierzchniej i podszewki, dlatego po wycięciu, a przed szyciem spinałam kawałki szpilkami, żeby się to nie rozeszło. Wycięłam też spód i boki w formie jednego paska.

Następnie pospinałam szpilkami krawędzie przodu torby z paskiem robiącym za boki i pozszywałam.

Po zszyciu już wszystkich trzech części wyglądało to tak:

Kiedy torba nabrała już jakiegoś kształtu podwinęłam na dwa razy górne krawędzie oraz przeszyłam wszystkie nieobrobione krawędzie w środku ściegiem overlockowym.

Potem wycięłam ramienia, które najpierw zszyłam prostym ściegiem poszewkową warstwą na zewnątrz, dlatego potem musiałam ramię to odwrócić na właściwą stronę, ułożyć tak, by szycie szło przez środek rozłożonego ramienia i zaprasować, by przyszyć do torby.

Ostatnim krokiem było przyszycie ramion do torby i zachwycanie się swym dziełem :)

Teraz pozostała już tylko, albo i aż, kwestia ozdobienia jej. Niestety nie mam teraz ani materiałów, które mogłabym do tego wykorzystać, ani przede wszystkim pomysłu, wizji.

Może Wy macie jakieś propozycje i coś mi podpowiecie?

Uszyłam spodnie dresowe!

Pierwsze, co uszyłam na mojej nowej lidii to spodnie dresowe dla mojego lubego. Kupiłam na nie bardzo ciepły i przyjemny w dotyku materiał, gładki na zewnątrz, od środka jakby meszek (39,90zł za 1mb x1,5m szerokości). Nie powiem, trochę się z tym bawiłam, pewnie z wprawą będzie szło coraz lepiej.

Zaczęłam od wykroju nogawek i kieszeni, które potem ze sobą pozszywałam (kieszenie przyszyłam lewymi stronami do lewych stron nogawek, potem wywinęłam je do środka i zszyłam krańce.

Następnie uszyłam tunelik na szeroką gumkę, który przyszyłam w pasie, wciągnęłam ją i dla pewności przeszyłam gęstym zygzakiem na bokach bioder, żeby się nie przesuwało i ładnie układało wszystko. Niestety zabrakło mi dosłownie kilku cm na ten tunel, więc wybrnęłam z sytuacji robiąc z przodu po jednej małej kontrafałdzie i nawet to wyszło :) Na koniec obrzuciłam nogawki ściegiem overlocowym i podwinęłam nogawki. Kiedy przymierzałam je na siebie musiałam je podciągnąć pod sam biust, żeby ich za bardzo nie przydeptywać. Na szczęście mój luby ma dłuugie nogi :)

Co by nie powiedzieć i zbyt skromnej nie udawać, spodnie są mega wygodne, ciepluteńkie i jestem z nich naprawdę zadowolona :)